PIP – kto zdecyduje o Twojej umowie?

Do Sejmu trafił rządowy projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Nowelizacja ma zwiększyć uprawnienia inspektorów pracy. Urzędnicy PIP będą mogli zmieniać umowy cywilnoprawne na umowy o pracę, jeżeli pracownik wykonuje pracę osobiście, pod kierownictwem pracodawcy oraz w wyznaczonym przez niego miejscu i czasie.

Projekt przeszedł długi proces okrajania. Pierwszą wersję Ministerstwo Rodziny przygotowało we wrześniu (resort chciał m.in., żeby decyzje obowiązywały natychmiast po wydaniu). Na początku stycznia premier ogłosił, że rząd nie będzie kontynuował prac nad ustawą, argumentując, że daje ona zbyt duże uprawnienia urzędnikom. Od nowelizacji zależy jednak wypłata kolejnej transzy środków z KPO, w związku z czym temat wrócił.

52. posiedzenie Sejmu. Fot.: Piotr Wójcik/Picture Doc

Projekt miał zostać przyjęty na jednym, 52. posiedzeniu Sejmu – w środę pierwsze czytanie, w czwartek prace w sejmowej komisji, w piątek głosowanie. Projekt wciąż jednak budzi kontrowersje, zarówno ze strony opozycji, jak i w samej koalicji. 

Czwartkowe prace w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny trwały niemal 10 godzin. Na posiedzeniu obecna była strona społeczna. Zdominowała ją reprezentacja nie pracowników, a pracodawców, dla których ustawa nadal jest zbyt rygorystyczna. Lobbowali więc za wysłuchaniem publicznym. Przeciw dalszemu opóźnianiu prac  były związki zawodowe. Na wysłuchanie nie zgodzili się posłowie. Ustawa wróci więc na salę plenarną –najwcześniej na kolejnym posiedzeniu Sejmu (11-13 marca). 

Poseł Artur Łącki (KO). Fot.: Piotr Wójcik/Picture Doc

Reforma daje inspektorom PIP narzędzia do zmieniania umowy cywilnoprawnej (w tym B2B) w etat w przypadkach, w których umowa zawarta z pracownikiem spełnia definicję stosunku pracy. Już dziś Kodeks pracy zakazuje zastępowania umowy o pracę umową cywilnoprawną, jeżeli spełnione są określone warunki. Ministerstwo podkreśla, że nie tworzy tu nowych zasad, chce jedynie dać urzędnikom narzędzia, aby skutecznie mogli egzekwować obowiązujące prawo

Podsekretarz stanu w ministerstwie rodziny Sebastian Gajewski. Fot.: Piotr Wójcik

Według projektu okręgowy inspektor PIP będzie mógł wydać decyzję, jeżeli pracodawca nie zastosuje się do wcześniej wydanego polecenia o usunięciu naruszeń. Wbrew wcześniejszym założeniom decyzja nie działa jednak wstecz (pierwotnie nawet 3 lata) – takie postanowienie może wydać jedynie sąd pracy.

Ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Fot.: Piotr Wójcik/Picture Doc

Zobacz najnowsze

Inspektor będzie mógł, jak w przypadku każdej decyzji administracyjnej, nadać jej rygor natychmiastowej wykonalności, czyli wykonanie decyzji jeszcze przed jej uprawomocnieniem. Wbrew pierwotnym założeniom, nie jest to jednak domyślne rozwiązanie.

Poseł Maciej Konieczny (Razem). Fot.: Piotr Wójcik/Picture Doc

Strony mogą odwołać się do sądu, na co mają miesiąc. Ustawa wprowadza przy tym mechanizm ochronny dla pracowników – do czasu orzeczenia sądu umowa o zatrudnieniu będzie mogła zostać zmieniona lub wypowiedziana na podstawie prawa pracy. Pierwsze rozpatrzenie sprawy nie powinno przy tym nastąpić później niż miesiąc po odwołaniu.

Poza tym projekt podwyższa kary dla pracodawców za naruszenie przepisów (np. zawarcie umowy cywilnoprawnej, gdy powinna zostać zawarta UOP, spóźnioną wypłatę czy nieudzielenie urlopu). Zakłada też lepszą współpracę PIP z ZUS i KAS.

Muszę powiedzieć, że sytuacja, w której Konfederacja krzyczy, że za dużo, Razem – że za mało, jest sugestią, że chyba udało się osiągnąć w tej ustawie rozsądny, racjonalny kompromis.

– ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Ministra rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Lewica) oraz posłanka Krystyna Skowrońska (KO). Fot.: Piotr Wójcik/Picture Doc

Reforma PIP realizuje dwa kamienie milowe KPO (została uwzględniona w grudniowym wniosku o wypłatę kolejnej transzy, która ma wpłynąć w kwietniu). Koalicji rządzącej powinno więc zależeć na jak najszybszym wysłaniu ustawy na biurko prezydenta, tak by Karol Nawrocki podpisał ją przed końcem marca. Na szali leży przynajmniej 11 mld zł.

52. posiedzenie Sejmu. Fot.: Piotr Wójcik/Picture Doc