Koalicja kontra prezydent. Sejm próbował odrzucić prezydenckie weto do ustawy łańcuchowej i po raz drugi przegłosował ustawę o kryptoaktywach, którą zawetował prezydent. Jak przebiegały głosowania i co o ustawach mówiły posłanki i posłowie?
Sejm ponownie uchwalił ustawę o rynku kryptoaktywów. Treść nie różni się od tej, którą 1 grudnia zawetował Karol Nawrocki. Prezydent argumentował wtedy, że rządowy projekt jest przeregulowany i wykracza poza wymagania unijnego rozporządzenia MiCA.
Ustawa wprowadza szczegółowe przepisy dotyczące kryptoaktywów. Przekazuje nadzór nad tym rynkiem Komisji Nadzoru Finansowego. Określa też obowiązki emitentów tokenów i dostawców usług (m.in. przekazywanie KNF informacji o działalności). W przypadku naruszenia przepisów KNF może wstrzymać lub zakazać dopuszczenia kryptoaktywów do obrotu oraz nałożyć kary.
Za uchwaleniem ustawy głosowało 241 posłów z klubów koalicji i koła Razem, 183 przeciw (PiS, Konfederacja, Republikanie, KKP). Paulina Matysiak jako jedyna wstrzymała się od głosu. Jedyne merytoryczne poprawki zgłosił Adam Gomoła (Polska 2050). Wniósł m.in. o złagodzenie zasad blokady domen przez KNF (co było jednym z powodów weta) oraz wykreślenie przepisów dotyczących kantorów online. Obie propozycje zostały jednak odrzucone.
Janusz Kowalski (PiS):
Zgodnie z konstytucją przez pana prezydenta zostało postawione weto. Mamy szacunek do decyzji pana prezydenta. Pan prezydent wskazał w tej ustawie wiele punktów, które są niekonstytucyjne. To chyba pierwszy raz w III RP, że rząd w tak arogancki sposób traktuje decyzję pana prezydenta, kierując do Sejmu tę samą ustawę, nawet bez zmiany przecinka. Jako Prawo i Sprawiedliwość nie mamy zamiaru uczestniczyć w tej hucpie.
Marek Sowa (KO):
Każdy człowiek ma prawo do drugiej próby i dzisiaj tę próbę pan prezydent może wykorzystać. (...) Ta ustawa jest w interesie Polski, natomiast weto jest w interesie Rosji. Wejście w życie ustawy oznaczałoby koniec działalności na polskim rynku dla podmiotów powiązanych z Rosją. Podmioty te wykorzystują kryptoaktywa w celu omijania unijnych sankcji, a Rosja wykorzystuje te środki do finansowania akcji sabotażowych i dywersyjnych.
Adam Gomoła (Polska 2050):
Zegar tyka, bo 1 lipca pacjent w postaci rynku kryptoaktywów, który aktualnie jest w śpiączce, ma wyznaczony termin śmierci klinicznej w postaci blokady jakiejkolwiek działalności w Polsce. A więc zachodzę w głowę, jak można wobec weta do tej ustawy powiedzieć, że chce się tym samym odblokować możliwość rozwoju tego rynku, skoro ten rynek nie może się rozwijać, bo nie może być zakładana jakakolwiek działalność.
Ryszard Wilk (Konfederacja):
Problem jest w tym, że to, nad czym procedujemy, to nie jest MiCA, tylko to jest wyrób mikopodobny. Ta debata nie jest o tym, czy regulować rynek krypto, bo rozporządzenie MiCA już obowiązuje w całej Unii Europejskiej, tylko jest to debata nad tym, czy Polska chce być krajem, w którym rynek krypto działa, płaci podatki i zatrudnia ludzi, czy będzie krajem, z którego ten rynek się po prostu wyprowadzi.
Sejm przyjął nowelizację Kodeksu wyborczego, która umożliwi elektroniczne składanie podpisów poparcia dla kandydatów w wyborach (przez mObywatela). Wnioskodawcy podkreślają, że nie oznacza to dążenia do głosowania elektronicznego, ale kolejnym krokiem może być umożliwienie elektronicznego zbierania podpisów pod projektami obywatelskimi i wnioskami o referendum.
Zmianę zainicjował wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka, ale projekt nie był rządowy, lecz poselski. Podpisali się pod nim posłowie Polski 2050, ale także kilku przedstawicieli PiS, Lewicy, Razem i Wolnych Republikanów. Ta niecodzienna koalicja powtórzyła się w głosowaniu. Ustawę poparło w sumie 240 posłów – wszyscy z KO, Polski 2050, Lewicy, Razem, Konfederacji, Republikanów i Konfederacji KP, a także 7 posłów PiS, w tym były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński. Reszta klubu PiS głosowała przeciw, a od głosu wstrzymał się PSL (oprócz Jacka Tomczaka, który zagłosował za).
Barbara Bartuś (PiS):
Jeżeli ktoś boi się zbierania podpisów, boi się kontaktu z Polakami, to nie powinien zajmować się działalnością publiczną. Ten projekt zmierza do tego, aby politycy koalicji rządzącej w jak najmniejszym stopniu musieli konfrontować się z realnymi opiniami i problemami społeczeństwa. Mamy również obawy, że ten projekt jest krokiem w stronę wprowadzenia głosowania elektronicznego.
Mariusz Witczak (KO):
Pani posłanka Bartuś nie zrozumiała tego, że zostawiamy tradycyjną papierową zbiórkę podpisów. Pani poseł, to nie jest zastąpienie tego systemu. My tylko wprowadzamy rozwiązanie o charakterze alternatywnym. Strach przed modernizacją i nowoczesnością jest typowy dla PiS-u, bo to jest partia o charakterze anachronicznym. Nie rozumie potrzeb obywateli, którzy żyją w sposób bardziej nowoczesny.
Michał Pyrzyk (PSL):
Jedną z głównych obaw może być bezpieczeństwo danych osobowych, bo platforma elektroniczna może być narażona na ataki hakerskie lub nieuprawniony dostęp. Taka formuła wprowadza też ryzyko nadużyć, ponieważ mogą być stosowane różnego rodzaju naciski w celu uzyskania elektronicznej deklaracji poparcia. Wadą takiego rozwiązania może być wykluczenie cyfrowe, ponieważ osoby starsze lub bez dostępu do Internetu mogą mieć trudności z udziałem w procesie zbierania podpisów w takiej formie.
Arkadiusz Sikora (Lewica):
Projekt dotyczy udzielania poparcia listom kandydatów i kandydatom. Nie zmienia on zasad głosowania, nie ingeruje w system wyborczy ani nie wprowadza głosowania elektronicznego, jak tutaj wcześniej było sugerowane. Do pani z Prawa i Sprawiedliwości. Czego się boicie? Nowoczesności się boicie? Postępu? Uczciwości? To projekt ewolucyjny, nie rewolucyjny, daje wybór, zachowuje bezpieczeństwo, wzmacnia przejrzystość i zwiększa dostępność procesu wyborczego.
Witold Tumanowicz (Konfederacja):
Będzie to alternatywny sposób zbierania podpisów i my oczywiście ten kierunek popieramy. Ludzie są coraz bardziej świadomi kwestii ochrony swoich danych. Często nawet osoby, które popierają daną partię, mówią, że boją się złożyć podpis, bo po prostu nie wiedzą, w jaki sposób będą przetwarzane te dane. Wiemy doskonale, że na ulicach jest coraz ciężej zbierać podpisy.
Sejm nie odrzucił prezydenckiego weta do tzw. ustawy łańcuchowej. Zabrakło 17 głosów.
Odrzucenia weta chciały wszystkie kluby koalicji rządzącej i koło Razem. Posłowie PiS zagłosowali przeciw odrzuceniu weta, mimo że wcześniej część z nich poparła ustawę (w głosowaniu nad odrzuceniem weta nie wzięło udziału 13 członków klubu, w tym prezes Jarosław Kaczyński). Przeciw głosowała też Konfederacja, Wolni Republikanie i Konfederacja Korony Polskiej.
Oprócz zakazu trzymania psa na łańcuchu ustawa zobowiązywała właścicieli, którzy nie chcą zabrać psów do domu, do budowy kojców o określonej wielkości. Prezydent Karol Nawrocki uznał regulowanie wielkości kojców za niepotrzebne i zbyt kosztowne dla właścicieli psów.
Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki:
Zawetowana ustawa nakazywała budowanie kojców o wielkości nawet 20 m2. W przypadku 3 dużych psów musiałoby to być 3 razy więcej. Godzicie się państwo na to, żeby wielki dog niemiecki żył w kawalerce o wielkości trzydziestu kilku metrów kwadratowych i był wypuszczany raz na kilkanaście godzin, ale w przypadku gdy pies jest nie w domu, a w gospodarstwie na polskiej wsi musi być zabezpieczony przez 30-metrowe kojce. Ta ustawa stygmatyzuje polską wieś.
Dorota Niedziela (KO):
Ta ustawa dotyczy osób, które trzymają psy na łańcuchu. Nie ma znaczenia, czy mieszkają w mieście czy na wsi. Tak emocjonalnie do tego podchodzę, bo nie mogę zrozumieć, dlaczego po roku kompromisu, trudnych rozmów, pan prezydent w jednym momencie wyrzucił to do kosza. Jestem marszałkiem Sejmu, jestem przewodniczącą komisji ds. ochrony zwierząt, jestem lekarzem weterynarii z 30-letnim doświadczeniem. Wycinałam łańcuchy z szyj psów. Pan prezydent wziął psy na zakładników politycznej zabawy we frakcjach PiS-u – i to jest cała prawda o PiS-owskim zawetowaniu ustawy.
Marek Suski (PiS):
Ta ustawa jest wymierzona w mieszkańców wsi. Dzielicie polskie społeczeństwo na tych dobrych, którzy mieszkają w mieście i trzymają psy w blokach, i na tych złych wieśniaków, którzy są tacy niedouczeni, którzy znęcają się nad zwierzętami. Myślę, że to jest bardzo ważne, żeby nie dzielić Polaków i żeby nie brać tych biednych psów na zakładników w wojnie z prezydentem. Chodzi o to, żeby tym łańcuchem przejechać prezydentowi po plecach, a nie o to, żeby zadbać o dobrostan zwierząt.
Jarosław Rzepa (PSL):
Jeżeli jedynym powodem tego, że weto zostało złożone, jest wielkość kojca, to jest mi z tego miejsca bardzo przykro. Myślę, że główną ideą jest to, żeby tego łańcucha nie było. Drugą ideą jest to, że jeżeli już ktoś musi z jakichś względów trzymać tego psa poza domem, na stałe, to w jakich warunkach i na jak wielkim terenie to się musi odbywać? Wysoki Sejm zdecydował w jakich. Był kompromis, były różne dyskusje dotyczące wielkości, wysokości, kilogramów. Szanowni państwo, to się odbyło i ta decyzja zapadła. Czas, żeby ci, którzy nie potrafią się z tymi zwierzętami obchodzić, zostali jednak do czegoś zobowiązani.
Elżbieta Burkiewicz (Polska 2050):
Prezydent odwrócił się od cierpienia zwierząt. Państwo z prawej strony również odwróciliście wzrok od cierpienia zwierząt. Nie patrzycie na to jak na cierpienie, któremu trzeba powiedzieć: stop, tylko patrzycie na politykę. Pies to jest istota czująca, to jest istota, która cierpi i którą trzeba zrozumieć. To my, decydujemy dziś, czy damy pozwolenie na dalsze cierpienie tych zwierząt, czy uznamy je za dopuszczalne.
Bronisław Foltyn (Konfederacja):
Gdyby to była tylko ustawa łańcuchowa i gdyby chodziło tylko o spuszczenie psów z łańcuchów, już dawno temat mielibyśmy zamknięty. Naprawdę zagłosowalibyśmy jako cała Konfederacja za tą ustawą. Zrobiliście troszkę z premedytacją złą rzecz, czyli włożyliście kojce. W całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o te kojce. To jest szaleństwo. Chciałbym poprzeć, chciałbym spuścić psy z łańcuchów, ale nie umożliwiacie mi tego.
Marta Stożek (Razem):
Bardzo prawdopodobne, że wszyscy na tej sali chcemy zakazu trzymania psów na łańcuchach. Ale czy jesteśmy za zakazem trzymania psów w klatkach? Bo to jest sednem tych zmian. Zakaz łańcuchów, ale też zakaz klatek. Bo tylko tak można nazwać zamkniętą przestrzeń, gdzie pies nie może zrobić nawet kilku kroków. Temu służą minimalne wymiary. Jeśli ktoś nie ma ogrodzonej posesji, to prawdopodobnie będzie musiał wydać pieniądze na budowę kojca. Ale wierzę, że wiele ludzi przekonamy, żeby swoje psy wzięli do domu.